Svadba

Taka weekendowa sytuacja. Dziecko chore. Żar leje się z nieba. Słyszę na ulicy stukot kopyt. Konie, liczba mnoga. Dziwne zwykle cyganie podjeżdżają jednym. Potem krzyki, rżenie koni, jakaś kłótnia, hałas. Muzyka. No nie tego to już dawno nie słyszałam. Idę na balkon, wychylam się i co widzę. Cztery konie, dwa ozdobione fijakry, muzykanci i ludzie z kieliszkami w dłoniach. No tak, sąsiadka bierze ślub. Po grali, pośpiewali, pohałasowali, zatrzymali ruch i w ten piekielnie gorący dzień pojechali. Vojvođanska svadba.

PS: po czym, oprócz koni, poznać, że to wojwodziański ślub? 😉

2 komentarze

Dodaj komentarz