Wizyta taty cz. 2

W piątek, dzień postny, a pogoda nadal wspaniała wybraliśmy się na rybkę, na Камењар (czyt. kameńar). Można go nazwać naddunajskim osiedlem działkowym w pobliżu Nowego Sadu. Obiad zjedliśmy w karczmie na brzegu rzeki – чарда камењар (czyt. czarda kameńar). Porcje ogromne, ceny rozsądne, obsługa fantastyczna.

I tak napatrzyliśmy się na ten Dunaj i łabędzie, a ja zapragnęłam przepłynąć się łódką. Po krótkim spacerze namówiliśmy kelnerkę by zorganizowała nam przynajmniej krótką wyprawę. Udało się i było warto!

kol04

Od soboty straszyli już deszczem i ochłodzeniem. Szybko wskoczyliśmy do samochodu i pojechaliśmy do rodziców A., którzy już szykowali atrakcje w domku na wsi. Posiadówkę przy kociołku z gulaszem – z dziczyzny. Pogoda nam sprzyjała, był obchód sadu śliwkowego, przybyli i goście. Nawet pani w sklepie wiedziała, że przyjechał mój tata.

Niedziela już niestety nas nie oszczędziła. Deszcz i strasznie zimno. Mimo wszystko wybraliśmy się do dziadków. Dopiero za drugim razem udało nam się wejść do dziadkowej winnicy by podziwiać krzaki winogron, salamandrę oraz daleki widoki. Niestety deszcz szybko nas przepędził i resztę wizyty zakończyliśmy przy piecu susząc mokre nogi i popijając domowe wino.

kol03

I tak to szybko minęła wizyta. W drodze na lotnisko, zjedliśmy jeszcze bardzo dobry obiad w miejscowości Сурчин (czyt. surczin) w restauracji Teatar w centrum. 

Gość wsiadł do samolotu a my ruszyliśmy w drogę do NS. Następne spotkanie mam nadzieję niebawem w Warszawie.

2 komentarze

Dodaj komentarz